Celiakia a nowoczesne rolnictwo

Dieta bezglutenowa stała się w ostatnich czasach bardzo modna. Nic dziwnego, że pojawia się wokół niej coraz więcej pytań i kontrowersji. Ale celiakia to nie kwestia mody, tylko choroby i nie każdy, kto stosuje dietę bezglutenowa jest nią dotknięty.

Celiakia, czyli inaczej choroba trzewna, to przypadłość autoimmunologiczna. Charakteryzuje się trwającą całe życie nietolerancją glutenu – białka zawartego w zbożach takich jak pszenica, żyto czy jęczmień. Szacuje się, że na celiakię cierpi około 1% populacji. Jednak naukowcy donoszą, że liczba zachorowań na celiakię wciąż wzrasta, szczególnie w krajach wysoko rozwiniętych (w Finlandii występuje ona u 2,5% populacji). Dlaczego tak się dzieje?

Celiakię uznaje się już a chorobę cywilizacyjną. Wzrost liczby zachorowań wynika przede wszystkim z naszych codziennych nawyków żywieniowych. Bo jak tu nie kochać glutenu? Po połączeniu z wodą to on właśnie staje się odpowiedzialny za sprężystość i miękkość pieczywa czy wyrobów cukierniczych. Współcześnie znajdziemy go jednak nie tylko w produktach zbożowych, ale także w wędlinach, przyprawach i innych wysoko przetworzonych produktach. Oznacza to, że przeciętny Europejczyk spożywa o wiele więcej tego białka niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu.

Odpowiedzialne za celiakię pozostaje także wysokowydajne nowoczesne rolnictwo. Dzięki powszechnym modyfikacjom genetycznym powstają coraz nowsze odmiany pszenicy, żyta i jęczmienia. Dzięki tym „ulepszeniom” zboża zawierają o wiele więcej białek, w tym odpowiedzialnego za celiakię glutenu, oraz inhibitorów zapalnych. Powstają one na drodze hybrydyzacji, czyli krzyżowania starych odmian zbóż. W teorii zmiany te nie powinny być szkodliwe jednak w wyniku takich modyfikacji powstają białka, do których trawienia nasze organizmy często nie są przystosowane.

Zmieniła się także sama technologia przetwarzania zbóż. Kiedyś pieczywo częściej przygotowywane było na bazie zakwasu, a zachodzące w nim procesy fermentacji ułatwiały przyswajanie składników odżywczych. Dodatkowo, obecność dużej ilości wysoko przetworzonych produktów w naszej diecie sprawiła, że drastycznie zmieniła się nasza flora jelitowa. Niedobór odpowiednich bakterii utrudnia procesy trawienne, co także przedkłada się na większą podatność na choroby takie jak celiakia.

Coraz więcej podejrzeń pada jednak na substancję zwaną glifosatem, który stanowi główny składnik popularnego herbicydu o nazwie RoundUp. Środek ten stosowany jest na ogromną skalę we współczesnym rolnictwie nie tylko w celu eliminacji chwastów, lecz również jako środek wysuszający zboże. Substancja ta ma udowodnione działanie szkodliwe dla zdrowia. Glifosat został wynaleziony wraz z kukurydzą GMO, która na ten herbicyd jest odporna. W ten sposób kukurydza GMO + glifosat stały się sposobem na maksymalizację zysków dla rolników, ograniczając konieczne zabiegi pielęgnacyjne i maksymalizując zyski. Z czasem wprowadzono inne odmiany zbóż odporne na ten herbicyd.

Wśród skutków spożywania produktów zawierających glifosat wymienia się uszkodzenia nabłonka jelit, niszczenie kosmków jelitowych, co zmniejsza zdolność ich wchłaniania oraz powoduje, że nie w pełni strawione pożywienie przedostaje się do krwiobiegu, powodując reakcje autoimmunologiczne. Glifosat niszczy również pozytywne bakterie żyjące w naszym układzie trawiennym oraz chelatuje ważne mikroelementy powodując ich deficyty.

Osoby rezygnujące z glutenu z powodu glifosatu na rzecz kasz, mogą jednak wpaść z deszczu pod rynnę. Jak donosi FoodRentgen , kasze dostępne na polskim rynku mogą zawierać nawet do 46 razy więcej glifosatu niż przewidują “normy”. Jedynymi rozwiązaniami wydają się zwrócenie ku produktom rolnictwa ekologicznego i uprawa niektórych warzyw we własnym zakresie.